Varric
Mary Kirby
Pod Wisielcem jest pełne jazgotu, smrodu rozlanego piwa, przypalonego mięsiwa i o każdej porze dnia czy nocy roi się w tam od uczciwych ludzi, robiących coś w desperacji, szalonego albo na tyle krępującego, że lepiej o tym nie pamiętać rano.
Nie znam lepszego miejsca.
Gallard pociera ucho i zerka na mnie znad swoich kart.
- Wchodzisz czy nie? - biedny elf stracił jak dotąd cztery suwereny i nie zapowiada się, żeby miał się odkuć. Buja się na krześle.
- Wchodzę. - dorzucam kolejnego srebrnika na stos.
- Ser Thrasku?
Templariusz wpatruje się w karty jakby sama Błogosławiona Andrasta objawiła mu się w nich. W sumie mogłaby. Wypił już trzy pinty i lekko się zatacza.
Wywołany, Thrask podnosi wzrok znad kart i mruży oczy, patrząc na mnie.
- Blefujesz. Nie oszukasz mnie krasnoludzie.
- Ostatnie trzy rozdania mówią co innego.- mamrocze Gallard, wciąż pocierając ucho. W wyniku walki na noże w Mrokowisku kilka lat temu stracił jego kawałek, ale wciąż nie może przestać dotykać blizny, gdy jest zdenerwowany.
- Jeśli sprawdzasz, to sprawdź, a nie tylko gapisz się na niego.
-Jak możesz go za to winić? Toż jestem zabójczo przystojny. - strzepuję nieistniejący kurz z mojego płaszcza. Gallard walczy, żeby się nie roześmiać i udaje mu się, gdy nagle otwierają się drzwi tawerny.
- Varric Tethras? Czy ktokolwiek widział Varrika Tethrasa? - posłaniec ubrany jest w szaty Gildii Kupieckiej. Właściwie nawet nie tyle rozchodzi się o samo ubranie, co poczucie ważności, jakim emanuje. Nie wchodzi do środka, pewnie ze strachu, że zostanie zaatakowany, albo żeby ktokolwiek z Dolnego Miasta nie dotknął jego szat.
- Nigdy o nim nie słyszałem. - odpowiada mu chórem sala. Posłaniec stoi w drzwiach jeszcze przez chwilę krótką niczym uderzenie serca, rozglądając się zmrużonymi oczami, następnie odwraca się na pięcie i wychodzi.
- To jak, panie Rycerzu? - posyłam swój najbardziej czarujący uśmiech Thraskowi, który w odpowiedzi dopija resztki swego piwa.
Templariusz kiwa głową.
- Wyrównuję i przebijam.
- Pasuję. - wzdycha Gallard - A ty panie jesteś bardziej szalony niż cokolwiek co widziałem.
- Wchodzę. - uśmiecham się i przyzywam gestem kelnerkę.
- Skoro przegrałem z tobą cztery i pół suwerena, to powiedzże mi Varriku o co chodzi z tą wyprawą twojego brata na Głębokie Ścieżki ? - Gallard spogląda przed siebie, a światło odbija się w jego oczach jak w oczach kota.
- Nie ma tu co za wiele opowiadać. Więcej mogę ci opowiedzieć dopiero, jak stamtąd wrócimy. - kelnerka przyniosła mi kielich wina, które powąchałem teatralnym gestem. Piwniczka Pod Wisielcem jest doprawdy beznadziejna. Tak naprawdę nigdy tu nie pijam. Zamawiam jednak trunki, gdyż bywalcy tawern robią się nerwowi, kiedy rozmawiasz z nimi cała noc i ni razu nie masz kielicha w ręku.
- Nikt nie wraca stamtąd. - wymamrotał Thrask. On akurat tutaj pije. Gdybym robił to co on, pewnie też bym pił.
- Czteropalcy Eddie stawia piętnaście do jednego, że wyprawa okaże się fiaskiem, Varriku. - Gallard potrząsnął głową. Ufam, że Koteria dobrze oszacowała moje szanse na przeżycie. Uśmiecham się tylko i kiwam głowa.
Drzwi tawerny trzasnęły i pojawił się kolejny posłaniec.
- Varic Theras? Muszę go znaleźć. To bardo pilna sprawa.
- Nigdy o nim nie słyszeliśmy.
Drugi posłaniec odszedł.
Templariusz zachmurzył się.
- Zginiecie tam. Słyszałem opowieści Fereldeńczyków. Opowiadali o potworach, które tam mieszkają.
Elf przytaknął, pocierając ucho z blizną.
- Naprawdę Varriku, pozwól by Bartrand szedł sam.
Potrząsałem głową.
- Thrasku, wchodzisz?
- Sprawdzam. - Thrask położył karty na stole i czekał.
-Cztery walety. - uśmiechnąłem się, zgarniając wygraną. - Nie przyjmowałbym tego zakładu
Gallardzie. Wiesz, że nie zawsze blefuję.
Tłumaczenie: crazy_witch (bioworld.ea.pl)





